Kim jesteśmy
| Share |
KIM JESTEŚMY?
Wyznajemy liberalną, bezdogmatyczną religię, która nie dąży do formalizacji i stworzenia kolejnego związku wyznaniowego, lecz pragnie głosić i wprowadzać następujące idee:
1) Bóg istnieje i jest Jeden,
2) Bóg ten jest Bogiem wszystkich ludzi, bez względu na wyznawaną religię, na rasę, kulturę czy pochodzenie,
3) Każdy ma prawo wierzyć i rozumieć Boga na swój własny sposób,
4) Przyrodzony rozum ludzki powinien być decydentem w sprawach wiary,
5) Wiara i duchowość są człowiekowi potrzebne i mają jemu służyć (zarówno osobom indywidualnym jak i całej ludzkości),
6) Wiara powinna przekładać się na miłość do każdego człowieka i etyczne życie,
7) Żadna wojna i przemoc nie mogą być usprawiedliwione.
Podzielający te poglądy mogą się skontaktować pod adresem: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
DO CZEGO NAWIĄZUJEMY?
Jesteśmy chrystianami w tym sensie, że czujemy się uczniami Jezusa proroka-mistyka i bożego posłańca, którego Prawda nas wyzwala, racjonalnymi wierzącymi nawiązującymi do tradycji apostolskiej oraz niezależnych postaw i idei, które rozumieją wiarę w Boga jako przede wszystkim Przymierze Boga z człowiekiem, gdzie Bóg wierny jest człowiekowi a człowiek ufa Bogu, wobec ktorego jest lojalny. Jednak zupełnie obce jest nam dziedzictwo olbrzymiej większości wyznań chrześcijańskch z ich pędęm do władzy, przywilejów i ogłupiania społeczeństwa. Jesteśmy także uniwersalistami w tym sensie, że podobnie jak zwolennicy religii naturalnej uważamy, że Bóg nie ma względu "na osobę" i daje się poznać każdemu i w każdej kulturze.
//
Bóg objawia się nam w swym Stworzeniu, w kolejach naszego własnego życia -- o ile chcemy Go tam dostrzec -- oraz w dziełach ludzi działających pod natchnieniem bożym, artystów, dokumentalistów, myślicieli i innych, w tym u autorów pism opisujących doświadczenia konkretnych ludzi i ludów z Bogiem, oraz proroków mających dar Bożej Wiedzy i ostrzegających nas przed konsekwencjami trwania w rzeczywistości grzechu, rozumianego jako mijanie się człowieka z jego powołaniem w oczach Boga.
Jesteśmy przez Boga stworzeni w jakimś celu. Cel ten nie jest nam być może znany do końca, i dobrze -- jest co w tym życiu odkrywać. Pewnie odkrywanie Boga i jego zamierzeń jest jednym z tych celów. Jasne jest jednak to, co możemy sami dość łatwo wydedukować: nie wygląda na to że przypadkowo wyewoluowaliśmy z chaosu i nie jesteśmy na tym świecie sami. Mamy zatem być jak najlepiej funkcjonującą częścią całości w jakiej się znajdujemy, o ile całość ta służy jakiejś jakości, np. rodzina wzajemnemu budowaniu się w szacunku i miłości, otoczenie zawodowe o ile urzeczywistnia ono jakiś cel (np wytwarzanie czegoś użytecznego, pozwalającego mieć więcej czasu na refleksję, dochodzenie do odkrywania prawdy) albo np. wspólnota lokalna czy tematyczna, gdzie ludzie się wzajemnie wspierają i uczą od siebie i razem tworzą coś więcej. Stan, w ktrym część składowa większej całości organicznej służy samej sobie, nazywamy nowotworem.
Jest też pewna całość określana najpierw jako Izrael -- lud boży -- a potem jako mistyczne ciało Chrystusa. Wreszcie: umma. Całość ta tworzy pewną jakość razem, choć jednostki działają niezależnie i niekoniecznie w bezpośredniej łączności ze sobą nawzajem. Chodzi o to, że na tym świecie żyjemy także w zbiorowości której wspólnym mianownikiem jest przymierze z Bogiem. Częścią tej akurat wspólnoty są wszyscy ci, którzy na jakimś etapie życia podjęli postanowienie, ze chcą żyć z Bogiem i dla Bożej Sprawy. Rozumieją ją oni różnie, ale zawsze chcodzi tu o głoszenie tzw. Bożej Chwały, rozumianej jako ukazywanie dobra, piękna i prawdy, które są naszym udziałem jeśli chcemy się w życiu kierować sumieniem, życzliwością dla ludzi i imperatywem zmieniania świata na lepsze, a w urzeczywistnieniu których pomaga nam sam Dobry Bóg i nauki jego natchnionych proroków, awatarów i innych wielkich postaci.
Za jednego z takich proroków -- a właściwie za Proroka Naszych Czasów, Bramę Czasu Dojrzałości -- uważamy Jezusa. Nie uważamy za stosowne bawić się w jakieś dogmaty ani straszyć ludzi "po saletyńsku", że jak nie będą się modlić do jakiejś tam pośredniczki albo jej nie wywyższą to "spadnie na nich ciężka ręka Jezusa", którą ona sama żarliwymi modłami powstrzymuje. Nie widzimy też potrzeby fetyszyzowania Biblii, bo taka postawa jest na rękę wszystkim tym, którzy budowane w oparciu o nią tezy teologiczne -- choć czasem sprzeczne ze sobą -- zapodają ludziom do wierzenia, bo przecież nie do zrozumienia. Bez pomocy koncesjonowanych interpretatorów zrozumieć ich bowiem nie sposób. Stąd w tych systemach wiary tak znaczna rola strażników doktryny: biskupów i teologów. Do czego to prowadzi widzieliśmy przez 2 tysiące lat.
Dla nas Biblia jest tym czym jest: spisywanymi przez ludzi - najczęściej natchnionych proroków lub wiernych dokumentalistów wciąż swieżych tradycji - zapisami wydarzeń i proroctw ukazującymi, przez pryzmat naszego duchowego oświecenia i naszych własnych doświadczeń, bożą rzeczywistość. Wystarczy ją czytać z takim właśnie nastawieniem, a podstawowe wnioski i przesłanie tych ksiąg nasuną się same. Wierzymy więc, że wydarzenia tam opisane miały miejsce, choć przecież rozumiemy, że historia zależy od punktu z którego się ją obserwuje. Nawet jednak, jeśli ktoś powątpiewa w opisane tam fakty, to zawsze jednak może traktować Biblię jako metaforyczny przekaz mądrości ukazującej bożą rzeczywistość z perspektywy wewętrznej.
Pamiętamy z historii kim byli polscy arianie (bracia polscy). Są oni dla nas symbolem intelektualnej odwagi i wierności prawdzie. To m.in. lekturą pism socyniańskich mogli się kierować przy formułowaniu swych idei Izaak Newton i inni Ojcowie Oświecenia oraz Ojcowie Założyciele USA. Mają więc polscy arianie swe miejsce w historii. Znamy ich postulat rozdziału kościoła od państwa -- teraz rzecz oczywista, wtedy zaś ryzykowna. Słyszeliśmy o ich odrzuceniu dogmatu Trójcy - a chodzi tu o to, żeby nie straszyć ludzi religijnych piekłem za nie takie wyznanie wiary jakiego życzy sobie jakiś konsensus teologiczny. Cóż za karykaturalnego Boga takie gremia nam ukazują! Chodzi natomiast o to aby w sprawach wiary kierować się -- oprócz inspiracji Bożego Ducha -- także danymi nam przez Stwórcę możliwościami naszego ludzkiego umysłu.
Nie jesteśmy hobbystami czasów minionych, nie wskrzeszamy tego co odeszło, nie wracamy do tej samej rzeki. Nie widzimy powodów by się zasklepiać w jakimś obarczonym konotacjami terminie. Nie jesteśmy zatem zapiekłymi antytrynitarzami ani nie odmawiamy możliwości zbawienia nie-chrześcijanom. Cenimy sobie również pewne nurty islamu: sufizm, alewizm, środowiska postępowych myślicieli islamu jak np. uczniów Mohammeda Taha. Dodajmy także, że życie typowego muzułmanina, kierującego się nakazami wiary, może wydawać dobre owoce w moralnym życiu i bojaźni bożej. Inspirujące bywają również dla nas pewne elementy gnozy, zwłaszcza związane z chrześcijańską tradycją, a zwane gnostycyzmem. Obiektywny sens ma tradycja esseńska, wchodząca w skład historycznej religii Żydów, zresztą nie zapominajmy o korzeniach nauki Jiiszo ben Josif (dla odmiany z aramejska:-).
Nie można zaprzeczyć, że dobre owoce wydają pewne szkoły buddyzmu. Nie sposób nie zauważyć, że życie wielu agnostyków, owocne dla innych i budujące trwałe wartości dla ludzkości, może nie być przez Boga potępiane. Uważamy jednak, że podważanie istnienia Boga mija się z Prawdą jaką nietrudno jest zauważyć przyglądając się kształtowi wszechświata i opatrzności działającej w życiu większości ludzi. Dlatego, pomimo wciąż dużej otwartości i tolerancji, doszliśmy do wniosku, że stawianie religijności z Bogiem w jednym rzędzie z dobrym życiem bez Boga, jest niedobre. Mądry agnostyk czy szczery buddysta może i nie zaszkodzi ale i nie zbuduje czegoś, czego w tym zwariowanym świecie nam tak bardzo potrzeba: dobra zakorzenionego w przekonaniu, że nade mną jest jeszcze instancja wyższa, wobec której orientując życie czynie je sensownym.
Ten sam termin może oznaczać różne rzeczy. Wiemy, że do naszej tradycji przyznaje się kilka innych środowisk. W sumie, nie chcemy ich oceniać, choć wiemy, że do spuścizny braci polskich nawiązuje się z powodów rozmaitych, czasem od siebie odległych. My, nawiązując do wartościowych tradycji ariańskich, po prostu chcemy czerpać duchowe korzyści, w tym otuchę, że warto podejmować kwestie trudne, a często kontrowersyjne, a wiele z nich można uporządkować i uczynić podstawą spójnego oglądu świata. Można z nich wyciągnąć wartościowe wnioski dla współczesności i naszego życia.
Nie chcemy wykorzystywać powszechnie kojarzonego symbolu, mającego gotowy wizerunek, instrumentalnie. Tak więc nie widzimy potrzeby zakładania kościoła po to, by etycznie lub metafizycznie firmować np. kampanię homoseksualną albo walkę z kościołem tradycyjnym. Co ma się zawalić to się zawali a co ma wisieć nie utonie, nawet jak się na czas jakiś korzystnie upozycjonuje czerpiąc z zewnętrznego wsparcia pokrewnych kościołów. Chcemy oddawać Bogu chwałę w Duchu i Prawdzie. Sami jesteśmy duchową świątynią a Królestwo Boże jest pośród nas. M.in. dlatego nie palimy się do tworzenia zborów. Chcielibyśmy aby współcześni kojarzyli pojęcie "arianin" z kimś prawdziwie Bogu ufającym a nie poprawnie wierzącym, w głos Boga się wsłuchującym choć niekoniecznie praktykującym, myślącym a nie manipulującym, z kimś, kto chce by go oceniać z tego jak żyje a nie w co wierzy. W tym wszystkim, mamy nadzieję, pomoże nam ścieżka rozwoju życia wiary, nazwijmy ją ścieżką duchowego zakonu, pewnej dyscypliny i wzajemnego wsparcia braterskiego w gronie ludzi wierzących i podporządkowujących swe życie Bogu.
| Share |

