Miłość do pieniędzy
| Share |
MIŁOŚĆ DO PIENIĘDZY

„Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy” pisze w Liście do Tymoteusza (I Tym. 6,10) św. Paweł. Pieniądze są przyczyną zła, odciągają od Boga, przylepiają człowieka do świata, do tego co ziemskie, ludzkie i cielesne. Prowadzą do śmierci.
Jezus i jego uczniowie kładli duży nacisk na odrzucenie miłości tego świata, a co za tym idzie odrzucenie materializmu. „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi”, „Nie troszczcie się”, „Nie możecie Bogu służyć i mamonie” (Mt 6,19-34). A nawet „sprzedajcie majętności swoje, a dawajcie jałmużnę” (Łk 12,33), „idź sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj mnie” (Mk 10,21).
Tak. Ewangelia ma bogaty program odnowy moralnej, program naprawy społecznej. Jezus kieruje swój wzrok na ubogich, a za nim czynią to apostołowie. Jak ważne dla apostołów było troszczenie się o ubogich znajdujemy w Liście św. Pawła do Galacjan:
„(…) Jakub i Kefas, i Jan, którzy są uważani za filary, podali mnie i Barnabie prawicę na dowód wspólnoty, abyśmy poszli do pogan, a oni do obrzezanych. Mieliśmy tylko pamiętać o ubogich, czym też gorliwie się zająłem i co starałem się wykonać.” (Gal. 2,9-10)
Czy zatem Ewangelia to przesłanie dotyczące naprawy społeczeństwa, pochwała ubóstwa i program moralny? Żadną miarą!
Jak zauważył jeden z wybitniejszych teologów Adolf von Harnack, walka z nierównością społeczną, ze złem doczesnym to tylko pochodna prawdziwej Ewangelii, która tak naprawdę zachwala ubóstwo duchowe, a nie materialne. Zachwala pokorę, oderwanie się od rzeczy tego świata, zawierzenie Bogu. Sednem Ewangelii nie jest jakiś komunistyczny bełkot, a historyczny Jezus nie był starożytnym Che Guevarą.
Jezus to Mesjasz, to człowiek, który był i jest jedno z Ojcem. To ten, który zawierzył Bogu, zaparł się samego siebie, to ten, którego jedynym, życiowym „dogmatem” były słowa „nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie”. Dlatego został wywyższony. Tak się upodobało Ojcu.
Ale za wiarą, zaufaniem Bogu idą czyny. Te czyny są pochodną posłuszeństwa Bogu, który uczy nas miłosierdzia. „Wiara bez uczynków jest martwa”. „Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, a ja ci pokażę wiarę z uczynków moich.” (Jak 2,18).
I o tym wiedzieli Bracia Polscy, którzy wsłuchiwali się w Słowa umiłowanego Pana, Mesjasza, Króla Jezusa Chrystusa. Najpiękniejszym tego przykładem jest Jan Niemojewski, zamożny szlachcic kujawski, który „sprzedawszy swe majętności i rozdawszy gotowiznę ubogim, Niemojewski złożył urząd sędziego inowrocławskiego, którego pełnienie niezgodne było z wyznawaną przezeń doktrynę, odpasał szablę, przywdział skromniejszy ubiór plebejski i poświęcił resztę swego życia działalności w zborze.” (Zbigniew Ogonowski, Socynianizm Polski)
Poszedł za Chrystusem. Jego nie cechowała miłość do pieniędzy, lecz pogarda. Jego cechowało przede wszystkim posłuszeństwo Bogu i nakazom Chrystusowym oraz miłość bliźniego. Wraz z jego wiarą, szły czyny.
| Share |


Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.