Ale któż jest do tego stopnia tępy, by nie rozumiał, że czymś innym jest to, iż pojednani zostaliśmy z Bogiem przez Chrystusa, a czymś innym, że obrażony Bóg pojednał się z nami?
Tym tytułem zaczerpniętym z fragmentu księgi brata polskiego, socynianina Jana Voelkela zachęcam Was do zastanowienia i przemyślenia sprawy okupu, odkupienia i zadośćuczynienia Bogu przez Chrystusa.
Pomoże Wam w tym wspomniane dzieło, które pobierzecie tutaj: Jan Voelkel - O roli Chrystusa (z księgi "O Prawdziwej religii").pdf
Temat to trudny i kontrowersyjny, bo większość z nas ma wpojone zrozumienie odkupienia przez kościoły protestanckie, które opierają poglądy na tradycji luterańsko-kalwińskiej. W dodatku korzystamy z Biblii tłumaczonych pod konkretne doktryny, a chociażby zmiana zdania:
"Chrystus umarł dla nas" na "Chrystus umarł za nas" robi olbrzymią różnicę.
Zachęcam też do dyskusji.
Mnie przekonuje stanowisko Voelkela i Braci Polskich w tej sprawie.


Komentarze
A najlepsza interpretacja jest zgodna z rozumem.
Bóg właśnie jest zgodnie z rozumem. Rozum wskazuje na istnienie Boga.
- pierwsza przyczyna (świat bezprzyczynowy jest skrajną bezrozumnością i jest nawet wbrew odkryciom nauki)
- przyroda (cechy projektu, funkcjonowanie, prawa przyrody)
- idea Boga w umyśle (artefakt ewolucji? Jak to możliwe, że mamy to w głowie? Co mamy w głowie a nieistnieje? Wszystko co mamy w głowie odpowiada w jakiś sposób rzeczywistości)
- celowość świata (bezcelowy świat? pusty?)
- argument moralny (argument Kanta)
- Bóg jako najdoskonalszy byt nie może być pozbawiony atrybutu istnienia, bo nie byłby najdoskonalszy
- argument Berkeleya (potwierdzony fizyką kwantową). Nie może istnieć coś co nie ma w sobie istnienia i nie jest obserwowane - wniosek: zanim był człowiek musiał być Bóg (istota zdolna do "obserwacji i świadoma"), sama nieożywiona materia nie może istnieć. Musi być ktoś myślący i ktoś kto obserwuje materię nieożywioną.
- argument Kartezjusza
Także nie wyjeżdżaj z pseudorozumowym , ateistycznym bełkotem.
No i martwie się o Ciebie skoro z takim tekstem wyskakujesz
W ramach polemiki z poglądami Voelkela, zamieściłem dziś wykład Charlesa T. Russella pt. "Fakt i filozofia pojednania" - krótką rozprawę, która opisując pojednanie między Bogiem a człowiekiem, obejmuje i łączy pogląd unitarian z tym, czego nauczali inni reformatorzy chrześcijaństwa .
--
Pozdrawiam,
Wiktor Sz.
Oczywiscie jeżeli ktoś wierzy w okup Jezusa i Paulinizm to nie przeszkadza mi to,ale jak dla mnie nie jest nauka Szawła z Tarsu wiążąca ani dla Unitarian liberal free Church wchodzących w skład UU.
Pozdrawiam
Heretyk
ps.niech każdy zostanie przy swoim zdaniu.
Szalom
Ja myślę, że niekoniecznie są to wstawki redakcyjne, a raczej złe tłumaczenie i rozumienie Pawła.
Po pierwsze teoria 'zaplaty' czy 'zadoscuczynieni a' Bogu przez Jezusa Chrystusa nie ma W ZADNYM KOSCIELE znaczenia dogmatu. W tym sensie ZADEN KOSCIOL TEGO NIE NAUCZA JAKO OBOWIAZUJECEJ DOKTRYNY. Jest to jedno z mozliwych podejsc, jedna z wizji, ktore powstaly jako reakcja na 'skandal krzyza', na to, co widziano jako 'porazka' Mesjasza. Pewne jego pierwociny znajduja sie w NT (aczkolwiek najwyrazniejsze , wbrew pozorom, bynajmniej nie u Pawla lecz w Liscie do Hebrajczykow), ale sa one dosc slabiutkie. Na Wschodzie ta nauka zreszta sie nie rozwinela. Wschodni Ojcowie Kosciola nader rzadko polsuguja sie ta kategoria. Ugrzazl w niej natomiast - na wieki cale - Zachod, przede wszystkim za sprawa Anzelma z Canterbury. Dlaczego? Jednym z najwazniejszych powodow bylo to, ze bardzo pasowala ona do stosunkow sluga-pan w feudalizmie. I rzeczywiscie, nalezy przyznac, ze XVI/XVIIwieczni arianie zrobili bardzo wiele, by te sytuacje zmienic. Tylko co zaproponowali w zamian? Przepraszam, jesli kogos uraze, ale moim skromnym zdaniem w zamian zaproponowali dosc prymitywny moralizm, ktory zaciazyl bardzo mocno nad calym oswieceniem i wiekiem XIX. Oczywiscie, niektorym wielkim nurtu uniatrianskiego udalo sie z niego wyzwolic. Przykladem moze Ralph Waldo Emerson, ale on sie wyzwolil nie tylko z unitarianizmu, ale wlasciwie z wszelkiej zorganizowanej 'koscielnosci' i jako myslicielowi na dobre mu to wyszlo. Zreszta w ogole pozwole sobie postawic teze, ze amerykanski transcendentali zm byl takim labedzim spiewem unitarianizmu. Ostatnia naprawde tworcza mysla, ktora wyrosla na tym gruncie. Jesli ktos natomiast chce sie przekonan jak bardzo moralistyczna stala sie klasyczna mysl unitarianska, zapraszam do lektury 'Mornings in the College Chapel. Short adresses to Young Men on Personal Religion' Francisa Greenowda Peabody'ego. Tylko ze Wielebny Peabody to jeszcze doprawdy bardzo znosny 'specimen' tego gatunku. Przynajmniej w jednej - bardzo istotnej sprawie - byl prawdziwym nowatorem: wyszedl z zakletego kregu 'etyki prywatnej' i powaznie zajal sie kwestiami spolecznymi, stajac sie jednym z pionierow 'Social Gospel'. To nie zmienia jednak faktu podstawowego: religijnosc rozlywa sie tutaj w moralnosci.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.