Nie jestem fundamentalistą
| Share |
Czy istnieje Prawda religijna?
Jestem chrystianinem (czy jak kto woli chrześcijaninem). Wierzę w Boga i wierzę, że Jezus z Nazaretu jest moim Mesjaszem. Uznaję to za prawdę, bo mam łaskę wiary (spraw, o Panie, aby nigdy nie odeszła!). Ale nie jestem fundamentalistą.
Od dłuższego czasu zastanawiam się nad kryterium prawdy religijnej. Poszukuję jej. Nie mogę znaleźć. Nie potrafię odkryć żadnego, obiektywnego kryterium, które mogłoby mi służyć jako pewne i niezawodne narzędzie do przekonywania innych, że tylko ja znam całą Prawdę.
Moja wiara nie jest bezmyślna, bo mam sporo rozumowych przesłanek, które utwierdzają mnie w moich przekonaniach. Moja wiara pozwala mi na pełniejsze, wartościowsze i lepsze życie. Chrystianizm jest pełen najwyższych wartości moralnych, niesie ze sobą silne przesłanie, które przy dłuższej analizie pozwala dostrzec głęboką mądrość.
Ale choćbym prowadził najdoskonalsze wywody apologetyczne nie jestem w stanie nikogo przekonać. Bo przekonać może tylko Bóg.
Wśród multum religii jakie są i były na świecie nie da się obiektywnie stwierdzić, która jest tą jedyną prawdziwą. Większość bowiem uważa, że tylko oni mają monopol na prawdę lub, że oni są jej najbliżsi. "Nie ma zbawienia poza Kościołem Rzymsko-Katolickim", "Jeśli nie uwierzysz w to, będziesz w piekle", "Jedyną prawdziwą, bożą organizacją jest Towarzystwo Strażnica", "Islam jest jedyną, prawdziwą religią" etc. To są fundamentaliści.
Jak rozsądzić, kto ma rację, kto mówi prawdę?
Jedni powołują się na Ducha św., że go mają, ale udowodnić tego nie są w stanie, bo ten, kto mówi, że ma Ducha, nie oznacza, że ma go w istocie, wszak może diabeł go opętał albo tylko udaje lub mniema, że go posiada. Jeśli jedna religia mogłaby dajmy na to ciskać pioruny lub przywoływać je z nieba prostą modlitwą, to jestem przekonany, że wszyscy o zdrowym umyśle byliby jej wyznawcami. Ale nie ma współczesnych Eliaszów. Bóg nie uposażył katolików, muzułmanów, hinduistów, zielonoświątkowców w nadzwyczajną moc pod której działaniem wszyscy stawaliby się gorliwymi wyznawcami. Bo wiara polega na zaufaniu, a nie wiedzy.
Inni szukają racjonalnych argumentów za prawdziwością Biblii, Koranu, czy w ogólności swojej religii. Ale już z samego faktu, że znajdziemy równie mądre, wyszukane i mocne argumenty wśród wielu stron nie jesteśmy w stanie rozsądzić, kto tym rozumem posługuje się doskonalej.
Apologeta muzułmański, żydowski, katolicki, baptystyczny, czy może świadek Jehowy?
A może moralność, tzw. owoce?
Lecz znajdziemy niezwykle uczynnych, miłosiernych i przyjaznych ludzi zarówno wśród katolików, muzułmanów, buddystów, liberalnych chrześcijan, czy hinduistów. I w każdej z tych religii odnajdziemy ludzi fałszywych, zakłamanych, nieuczynnych.
Moglibyśmy jeszcze wprowadzić kryterium żarliwości i stwierdzić, że prawdziwą religią są ci, którzy są gotowi nawet umrzeć za swoje przekonania. Wiemy jednak, że umierali chrześcijanie, heretycy, muzułmanie, buddyści, Żydzi i wielu innych. Gorliwi, pełni pasji i pewności swej wiary są ludzie różnych wyznań i przekonań, a nawet gotowi są iść za nie na śmierć. Chociaż nie przeczę, że jest to jakieś kryterium, które przynajmniej eliminuje część wyznań jak na przykład "Latającego potwora spaghetti". :)
Może po prostu Biblia jest prawdziwa, a inne święte teksty są nieprawdą?
Jak to udowodnić? Muzułmanie udowadniają, że Koran jest prawdziwy, naukowcy podważają spójność i realność Biblii, Żydzi odrzucają Jezusa opisanego w Nowym Testamencie, bo nie spełnił wszystkich proroctw, a św. Paweł był wg nich odstępcą od Zakonu etc.
Większość ludzi wierzy tak, jak ich wychowano i od dziecka wyuczono. My jednak należymy do osób, które chcą wybierać wiarę świadomie, samemu znaleźć Prawdę.
Jeżeli ktoś z Was znajdzie kryterium, obiektywne kryterium Prawdy, która całkowicie obali wszystkie wyznania, a poprze jedno z nich, to proszę o kontakt.
Jedynym kryterium, które ja dostrzegam jest subiektywne kryterium wewnętrzne. My sami tworzymy Prawdę, a raczej sami decydujemy, za którą prawdą podążać. To nasz moralny lub racjonalny wybór. Ale nie jesteśmy w stanie przekonać innych do gnozy, którą posiadamy, bo to nasza prywatna gnoza.
I to właśnie sprawia, że nie mogę być fundamentalistą, że nie mogę innych "wrzucać do piekła". Mogę jedynie pytać innych "Czy odnalazłeś swoją Prawdę?", "Jak Twoje życie duchowe, bracie?", "Czy chcesz porozmawiać ze mną o Bogu?".
Będę mówił o Jezusie, będę mówił o Jedynym Bogu, będę mówił o Prawdzie, którą kocham i którą poznałem, ale wybór pozostawię innym. Podaruję Biblię, przeprowadzę dyskusję, napiszę artykuł, lecz odejdę w pokoju, nie będę ciskał "gromów" i gadał o wiecznych mękach jak fundamentalista, bo jeśli nawet istnieją, to nie ja decyduję kto im będzie podlegał.
Ja poznaję swojego Boga i tym poznaniem staram się emanować na zewnątrz. Dążę do prywatnej transcendencji dla własnego szczęścia, ale i po to by dawać szczęście innym.
Na koniec przytoczę słowa spisane przez jednego z socynian Krzysztofa Ostorodta:
"Wiemy dobrze, że nie jesteśmy prorokami i apostołami, i dlatego możemy błądzić tak jak inni. Tym tylko różnimy się od innych, że nikogo nie potępiamy za jego przekonania". Amen.
| Share |



Komentarze
Z cytatem nie zgodzę się o tyle, że uważam że prorocy i apostołowie również błądzili, choćby Piotr, któremu niekonsekwencję wytknął w jednym z listów Paweł, co warto przytaczać zwolennikom nieomylności papiestwa.
Odnosząć się do Twojego Cyprian pytania, uważam że religijna prawda nie istnieje. Problemem jest tu określenie istoty religii. Istnieje taki trend we współczesnych ruchach chrześcijańskic h, by rozumieć religię nie jako zbiór doktryn, w które trzeba wierzyć, ale jako osobistą relację z Bogiem, któremu się ufa. I ja się pod tym podpisuje. W tym wypadku pytanie o jedyną, prawdziwą doktrynę religijną traci na aktualności. Natomiast nabiera znaczenia pytanie jak poznać żywego, osobowego Boga? Tak jak mówisz, odbywa się to na zasadzie prywatnego, intymnego objawienia (użyłeś terminu gnozis, który tak sobie interpretuje), do którego jesteśmy wszyscy powołani, nie tylko wybrani prorocy, ale wszyscy, którzy przyjmą ofiarę Jezusa za swoją niedoskonałość (grzech). Ona umożliwia transcendencję, przekroczenie ludzkiej ograniczoności i relacje z Absolutem (mówiąc językiem filozoficznym). Tym jest właśnie zielonoświątkow y chrzest w Duchu św., a nie jak niektórzy arianie akcentują w rozmowie ze mną, że chrzest Duchem kojarzy im się tylko z paplaniną w niezrozumiałych językach. Chodzi o mistyczną relacje z Bogiem, a nie o efektowne zewnętrzne znaki. Jak pisał Paweł, wszystko traci na znaczeniu wobec miłości, a czym jest miłość jeśli nie właśnie intymną relacją, zbliżeniem się, jednoczeniem? To jest moja gnosis, którą chciałem się z Wami podzielić. :)
PS Też nie jestem fundamentalistą ;)
Oby wiecej bylo w nas tej postawy niewiedzy i poszukiwania....
Gratuluję Cyprian
Chciałabym powiedzieć że ja doświadczyłam tego że Prawdą mogę jedynie (i aż) żyć ;)
Pozdrawiam ciepło !
Witamy Ciebie, kojarzę Ciebie z arianie.net. Miło, że do nas wpadłaś.
a przy tym taki bezpośredni i mądry tekst pozbawiony historyczno - teologicznego zagłębienia świetnie do mnie trafia i chyba lepiej trafi do osób jak ja - mniej "zaawansowanych i zaangażowanych"
a warto o takich "powalczyć" jeżeli środowisko U/A ma się rozwijać
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.