Czy Jezus głosił kazanie do tłumów? Jezus elitarysta.
| Share |

Na parapecie u mnie w kuchni spoczywa sobie otwarta Biblia. Po zjedzonym śniadaniu poczułem coś w moim wnętrzu. Coś mówiło bym zajrzał do tej otwartej Biblii. Pierwszy fragment, który mi się rzucił to kazanie na górze w Ewangelii Mateusza i błogosławieństwa. Pomyślałem "to znane, nic nowego, moje poczucie było czymś wyimaginowanym". Skierowałem jednak wzrok powyżej i zdumiałem się! A jednak coś odkryłem.
Otóż moim oczom ukazała się Prawda, że Jezus wcale nie nauczał tłumu z góry! Że Jezus nie wszedł na górę by mówić kazania do słuchających go rzesz ludzi. Że te wszystkie obrazy które znamy z tradycji i które słyszymy z ambon lub czytamy w książkach religijnych są fałszywe!
Jezus tak naprawdę uciekł na górę od tłumów i błogosławieństwa wypowiedział nie do rzesz ludzi, lecz wyłącznie do swoich wybranych uczniów!
Spójrzmy:
"Tedy Jezus, widząc tłumy, wstąpił na górę. A gdy usiadł, przystąpili do niego jego uczniowie. I otworzywszy usta swoje, nauczał ich, mówiąc:" (Mt 5,1-2)
Jezus ewidentnie wymyka się tłumom (co zresztą czynił często, np. wtedy gdy wstąpił do łodzi). Odchodzi na szczyt góry sam i przystępują do niego jego uczniowie. Nie są to wszyscy uczniowie, czyli tłumy, lecz ci, o których jest mowa wcześniej w Ewangelii (patrz Mt 4,18-22).
Ponadto wyraźnie mamy w cytowanym fragmencie, że "nauczał ich", czyli uczniów, co wynika ze składni zdania.
Po tym następuje całe, długie nauczanie moralne, które przekazuje nie ludowi, lecz wybranym uczniom. Błogosławieni będą jego uczniowie, gdy będą ich prześladować, to o nich mowa. Padają twarde moralne nauki i nakazy - przebaczanie, nie złorzeczenie, odrzucenie nawet spojrzeń na cudze kobiety. W końcu następuje krytyka tradycyjnej religijności, odrzucenie obłudy religijnej w postaci modlitw i postów na pokaz i w kościołach (synagoga to odpowiednik dzisiejszego kościoła). Odrzucenie trosk i dążeń tego świata.
By w końcu padła konkluzja, że brama jest ciasna i wąska i tylko nieliczni nią zmierzają, co jednoznacznie potwierdza elitaryzm nauki Jezusa.
Tak wielkie wymagania moralne są ponad możliwości zwykłego ludu. Są to nauki dla wybrańców, dla uczniów Jezusa, którzy porzucają wszystko i idą za nim. To nie jest kazanie na pocieszenie dla uciemiężonego ludu, to nauka dla tych, którym dane jest poznać tajemnice królestwa!
Te osoby mają być doskonałe jak Ojciec jest doskonały, bez skazy. Bo nie każdy kto mówi "Panie, Panie" wejdzie do Królestwa Niebios.
I dopiero po tych słowach dla wybranych uczniów Jezus zstępuje z góry i znowu idzie za nim mnóstwo ludu.
Mt 8,1 "A gdy zstąpił z góry, poszło za nim wielkie mnóstwo ludu."
Co więcej ten symbol wstąpienia na górę na gruncie duchowym ma oczywiste znaczenie - Nauka Jezusa i on sam są czymś wzniosłym, oddzielonym od równin moralnych i duchowych na których stąpają przeciętni ludzie. Jezus wstąpił na górę, wzniósł się na szczyt duchowo-moralny. Dopiero zstępując, czyli zniżając się może za nim podążać wielkie mnóstwo ludzi. Po czym on może ich uzdrawiać, czyli dokonywać tych przyziemnych spraw w postaci uzdrawiania duszy i ciała, karmienia słowem.
To nauka moralno-duchowa jest czymś wzniosłym, cuda zaś są dla ludu. Ludzie potrzebują otrzymać uzdrawiające słowo pociechy, czasem ostre słowa, które wypędzą z nich demona pożądliwości, gniewu czy głupoty, potrzebują by ich dotknąć, pocieszyć, dać nadzieję, wyleczyć.
| Share |


Komentarze
Gdyby Bóg zakładał, że człowiek jest niezdolny do zgłębienia prawdy o Nim zapewne podniósłby nieco kwalifikacje ludzkiej natury. Człowiek nigdy nie osiągnie całkowitego stopnia doskonałości przypisanego jedynie Bogu. Ludzie ewentualnie mogą zbliżać się do owej doskonałości. A "elitaryzm" nauki o Bogu polega na tym, że nie sztuka mówić bezmyślnie Panie, Panie....sztuka wiedzieć kim ten Pan jest. Dlatego aby wierzyć trzeba wiedzieć w co się wierzy. Ale to czy ktoś posiądzie owa wiedzę o Bogu zależy od niego samego, człowiek bowiem to istota wolna.
W sumie Bóg u Nietzschego umiera tylko pośrednio. Żyje bo jego miejsce zajmuje nadczłowiek.
Uważam, że ludziom wiary nie powinno się przeszkadzać w filozofowaniu, ale szkoda, że filozofia współczesna tak odżegnuje się od Boga. Jest chyba jakiś generalny odwrót od platonizmu. Tylko często logika jest nietrafiona: że niby filozofie zakładające wyższość idei nad światem materialnym mają krew na rękach... Ale to nie idee mają, tylko ci co się nimi podpierali. Każdą filozofią się można podpierać. Swoją drogą po angielsku nadczłowiek to .... superman
Sądzę, że nauczanie Jezusowe prowadzone było metodą mającą na celu doprowadzenie WSZYSTKICH LUDZI DO ZBAWIENIA
Gdyby każdy wybrał tylko dwóch i doprowadził ich do dojrzałości w wierze, to w kolejnych pokoleniach pojawiłoby się: 4 8 16 32 64 128... Jezus wybrał 12 na starcie, więc kościół rozmnożył się błyskawicznie. Potem ta metoda została zaniedbana. Zaczęto dbać o tłumne nauczanie. A jakie to przynosi owoce - widzimy. Ilość jest odwrotnie proporcjonalna do jakości
To po co te tłumy? O tym napisał już trafnie, moim zdaniem, Cyprian. Na poparcie elitarności mam jeszcze argument dla czytelników Biblii. Popatrzcie sobie na uczniów Pawła i na ich kolejnych uczniów. Czyżby nie byli naśladowcami metody Jezusowej?
W ten sposób, prędzej czy później WSZYSCY LUDZIE BĘDĄ ZBAWIENI (to jest kij w mrowisko
Wniosek: Jedynie oryginalne przekłady mogą być prawdziwą nauką Jezusa.
W skrócie: żeby zrozumieć duchowe znaczenie nauk Jezusa, trzeba ujrzeć duchową rzeczywistość, którą one przekazują. Wtedy błędy w przekładzie i źle postawione przecinki nie mają znaczenia. I nikt nie jest w stanie powiedzieć drugiemu jak to zrobić, jednocześnie te objawienie jest w każdym z nas. Można jedynie próbować naprowadzić porównaniami i tym są wszelkie nauki, ale drogę do ich zrozumienia, każdy musi odnaleźć sam, sam podjąć tę decyzję, ten wysiłek. heh może w tym sensie Jezus faktycznie jest elitarystą, bo nie da się zyskać zbawienia hurtem?
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.