Czym jest Prawda?
| Share |
Prawda (absolutna) jest w Bogu, a personifikacją Prawdy jest Bóg. Na początku była sama tylko Prawda, niezmącona, monadyczna.
Lecz w naszym dualistycznym świecie (może nie świecie, ale w naszym dualistycznym umyśle?), gdy wypowiadamy słowo "Prawda" od razu pojawia się nam wróg Prawdy - Fałsz. Gdy mówimy Dobro, pojawia się antagonista Zło.
Czy zatem u samego źródła, obok Prawdy, odwiecznie był Fałsz? A jeśli nie, czy Prawda może zrodzić Fałsz, który ewidentnie ma swoje poczesne miejsce w znanym nam świecie?
Z praw logiki wiemy, że z Prawdy nie może wynikać Fałsz, bo inaczej Prawda byłaby Fałszem. Lecz to prawa logiki zdań. Czym innym jest jednak zrodzenie lub potencjalna możliwość zaistnienia Fałszu w ogólnej Prawdzie. Z absolutnej Prawdy nie może wyniknąć bezpośrednio Fałsz, lecz w ogólnej Prawdzie, gdy dopuścimy wolność (wolną wolę), może pojawić się Fałsz.
Tak też stało się na poziomie kosmicznym, duchowym, czy poziomie świadomości. Wdarł się Fałsz. Fałsz, który jest nieodzownie związany ze Złem, bo Zło nigdy nie jest Prawdą. Prawda zaś jest Dobrem (w sensie duchowym, absolutnym, ale i moralnym, egzystencjalnym). Fałsz jest też ułudą, choć może sprawiać wrażenie czegoś nadzwyczaj realnego.
Mitologicznie jawi się nam tutaj historia Adama i Ewy. A zarazem rodzi się pytanie, czy poznanie co jest Prawdą (Dobrem), a co jest Fałszem (Złem) jest działaniem lucyferycznym? Czy lepiej trwać w niewiedzy, we mgle Fałszu i w stanie rajskiej ułudy? Poznanie Prawdy wiąże się z cierpieniem (zawsze?). Wygnanie, odrzucenie, bo oto to co wydawało nam się piękne, co było rajem stało się tylko bajką, fantazją, ułudą.
Żyjemy w stanie upojenia. Jesteśmy pijanymi na tym świecie, strasznie pijanymi. Dochodzą do nas obrazy Prawdy, lecz odurzenie Fałszem jest na tyle silne, że wielokrotnie lądujemy na ziemi, czyli w naszym codziennym, cielesnym, fałszywym światku. Zdarza się nam podnieść ujrzawszy światło Prawdy, mieć chwile trzeźwości umysłu, lecz potem dalej pogrążamy się w stanie Fałszu i pijackiego mamrotania.
Nikt nie chodzi w Prawdzie absolutnej, pełnej, bo ona jest wyłącznie przymiotem Boga, albo i po prostu samym Bogiem. Różnimy się stanem upojenia, jedni są w fazie całkowitej pijackiej agonii, chyba bez możliwości obudzenia (chyba, że za sprawą ingerencji boskich respiratorów zostaną zmartwychwzbudzeni), inni zataczają się po ulicach nieświadomości, niektórzy powoli trzeźwieją. Ale nikt nie jest w pełni Trzeźwy i nikt nie ma autorytarnego prawa stwierdzenia, że oto On widzi jasno, przejrzyźcie całą, pełną Prawdę, bo teraz "widzimy jak przez zwierciadło i niby w zagadce, ale wówczas twarzą w twarz. Teraz poznanie moje jest cząstkowe, ale wówczas poznam tak, jak jestem poznany".
Każdy, kto twierdzi, że zna już całą Prawdę i narzuca ją innym, stawia się na równi z Bogiem, a tym samym żyje w wielkim stanie upojenia Fałszem.
| Share |


Komentarze
zgadzam się z nimi.
Zwłaszcza z:
Cytat:
oraz
Cytat:
Ja aktualnie najbardziej inspiruję się też nauką Jezusa, ale i również myślą gnostycką, a także mam zamiar zgłębić nieco antropozofii Steinera. Skłaniam się też coraz bardziej do duchowego i symbolicznego rozumienia Biblii, odrzucając raczej literalne znaczenie (jeśli nawet miało coś miejsce to prawdziwą wartość ma dopiero przekaz duchowy i symboliczny).
To co odczytujemy jako Prawdę, tzn jakieś wątki Prawdy, powinny wpływać na nas np. w taki sposób, by odmieniać nasze życie jednostkowe, a nawet współnotowe, ale jeśli chcemy je narzucać szerszej zbiorowości to róbmy to na własną odpowiedzialnoś ć, czerpiąc z naszej wiary siłę i mądrość do proponowania rozwiązań prawnych dla swych społecześńtw, wszakże prawa sankcjonowanego autorytetem własnym i stojącego za nimi panstwa, a nie Boga.
Czuję, że jednym z naszych zadań jest pokazywanie takim ludziom, że ich "prawda" wcale nie jest taka oczywista i można ją swobodnie podważyć albo że istnieją alternatywne spojrzenia i interpretacje.
Ale faktycznie z niektórymi się po prostu nie da...
Chciałbym aby nasz ruch był całkowicie ruchem świeckim, niesformalizowa nym, dającym wolność każdemu i żeby łączyły nas idee, a nie przynależność, nazwa, czy jakieś formy rytualizmu.
Dopóki łączą nas wspólne idee, dopóty można wspólnie działać, wspierać się itd.
a uważam, że łączą nas wspólne idee - bezdogmatycznoś ć, racjonalizm religijny, wiara w jednego Boga, tolerancja religijna, otwartość na inne prądy religijne niż chrześcijaństwo .
A tak naprawdę luźne forum wymiany myśli nie oznacza, że nie można organizować spotkań, zjazdów, a nawet organizować wspólne działania, akcje itd.
I do tego zmierzamy.
Ale można to wszystko robić jak bracia i siostry, a nie jako członkowie jakiegoś Zboru podlegającego hierarchii, mającego całą swoją strukturę, przepisy itd.
Jezus i jego uczniowie nie potrzebowali formalizacji, struktury itd., a działali bardzo efektownie i efektywnie.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.